Światowe Dni Młodzieży – Panama 2019

Światowe Dni Młodzieży w Panamie już za nami. Zebraliśmy dla was w jednym miejscu wszystkie materiały i relacje dotyczące tego niezwykłego spotkania Młodych z Papieżem Franciszkiem.

Wspomnienia jednego z uczestników

W dniach 14-30 stycznia grupa 20 młodych z naszej diecezji udała się na Światowe Dni Młodzieży do Panamy. W tej grupie byłem również ja. Choć koszt uczestnictwa w tym wydarzeniu był bardzo wysoki, to jednak częściowo dzięki temu, że byłem zaangażowany w przygotowanie Światowych Dni Młodzieży w Polsce, a częściowo dlatego, że znaleźli się życzliwi sponsorzy, mogłem spotkać się z Papieżem Franciszkiem i młodymi z całego świata.

Papież w tym roku zaprosił nas do Panamy – państwa położonego na styku dwóch oceanów i na styku dwóch kontynentów. Przygodą była dla nas już sama podróż – najpierw udaliśmy się busem na lotnisko Chopina w Warszawie. Tam wsiedliśmy do samolotu, który po 13-godzinnym locie wylądował w Panama City – mieście, które jest stolicą Panamy. Na lotnisku czekali już na nas wolontariusze, którzy przyjechali, aby zawieźć nas do miejscowości La Pintada, w której mieliśmy spędzić pierwszą część Światowych Dni Młodzieży, a więc Dni w Diecezjach. Tradycyjnie już przed wydarzeniami centralnymi z Papieżem, młodzi pielgrzymi mieszkają w parafiach na terenie całego kraju, aby poznać kulturę, zwyczaje i wiarę mieszkańców.

Pierwsze, co rzuciło nam się w oczy po przyjeździe do Panamy, to na pewno krajobraz pełen żywych, jasnych kolorów oraz bujnej roślinności, a także temperatura – w ciągu dnia bowiem temperatura w porze suchej nie spada w tym kraju poniżej 30 stopni. La Pintada okazała się małym miasteczkiem, w którym zostaliśmy powitani niezwykle życzliwie. Następnie każdy z nas został przydzielony do jednej rodziny, z którą miał żyć przez najbliższy tydzień. Mieszkaliśmy dość daleko od siebie, ponieważ jak się okazało parafia, w której posługuje jedynie 3 kapłanów, liczy ponad 80 oddalonych znacznie od siebie, małych społeczności. Mieszkańcy tych wiosek to tak naprawdę całe rodziny, które budują po prostu domy obok siebie. Warunki, w których mieszkają, bardzo często różniły się od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. W wielu domach brakowało wody, często także okien, a dachy domów zrobione były ze zwykłej blachy. Jednocześnie czuliśmy się tam jak u siebie w domu, bowiem nasze rodziny na każdym kroku pokazywały nam ogromną gościnność, miłość, a także to, że do naszego przyjazdu przygotowywali się bardzo długo. Zdarzały się sytuacje, że rodziny nie jadły posiłków, albo jadły dużo mniej aby nam – pielgrzymom dać więcej jedzenia i oddać to, co lepsze. Niesamowitym doświadczeniem było to, że traktowali nas oni, jak sami twierdzili, jako błogosławieństwo Boga. Przyjęcie pielgrzymów było dla nich ogromnym szczęściem i wyróżnieniem. Jedną z naszych koleżanek, która trafiła jako jedyna biała osoba do małej społeczności w górach, mieszkańcy wioski prowadzili od domu do domu i prosili, aby choć przez chwilę pomodliła się o błogosławieństwo dla nich. Przez cały czas Światowych Dni Młodzieży doświadczaliśmy z jednej strony tego, że jesteśmy kompletnie zależni od ludzi z którymi mieszkamy, ale także tego, że Ci ludzie oddają nam dosłownie wszystko, co mają.

Trafiłem do wspaniałej rodziny Chacon i mieszkałem w domu Raquel oraz jej córki Whitney. Przez ponad tydzień jadłem razem z nimi, modliłem się, uczyłem się ich życia, zwyczajów oraz kultury. Starałem się im pomagać w codziennych obowiązkach i w pracy. Chodziliśmy pływać w rzece, tańczyliśmy zarówno tańce polskie, jak i panamskie, graliśmy w piłkę, a także uczestniczyliśmy w wydarzeniach, które przygotowali dla całej naszej grupy mieszkańcy parafii. Jako że Whitney bardzo dobrze mówiła po angielsku, a także okazała się otwartą i ciekawą osobą, rozmawialiśmy nieraz do późnych godzin nocnych. Tym co najbardziej wyryło mi się w pamięci podczas Światowych Dni Młodzieży jest właśnie moja rodzina, ponieważ jak mi powiedzieli, stałem się częścią ich rodziny.

Po tygodniu spędzonym w La Pintadzie, wyruszyliśmy na wydarzenia centralne do Panama City – miasta niezwykłych kontrastów, gdzie dzielnice wieżowców położone zaraz przy oceanie, górują nad dzielnicami slumsów, a ogromne bogactwo miesza się z wielką biedą. My trafiliśmy do jednej najbiedniejszych i najniebezpieczniejszych dzielnic – San Miguelito. Tam również doświadczaliśmy ogromnej opieki i miłości. Wolontariusze, nasze rodziny oraz policjanci nieustannie chodzili za nami, gdy poruszaliśmy się po terytorium tej dzielnicy, aby nic nam się nie stało. Niesamowite było, że mogliśmy zobaczyć działanie Pana Boga i życie ludzi w miejscu, gdzie nieustannie działają gangi, na ulicach wszędzie leżą śmieci, a malutkie, skromne domy zamknięte są wręcz w metalowych klatkach dla bezpieczeństwa ich mieszkańców. Parafia w której zbieraliśmy się z kilkoma innymi grupami Polaków, aby słuchać katechez polskich biskupów, stanowiła tam swoistą enklawę, której nikt nie odważyłby się zaatakować, gdzie młodzi zbierają się na co dzień, aby spokojnie porozmawiać, czy pograć w tenisa stołowego, a także gdzie kościół cały czas był otwarty i nieustannie trwała w nim adoracja Najświętszego Sakramentu. Na każdym kroku spotykaliśmy wolontariuszy, którzy towarzyszyli nam i przygotowywali wydarzenia. W Panamie jest 450 księży na 2,6 miliona katolików. Miejscowi księża uważają, że to wystarczająca liczba. Sprawia to, że ludzie świeccy są bardziej świadomi swojego miejsca w kościele i po prostu sami organizują życie i wydarzenia w swojej parafii, zamiast tylko narzekać i roszczeniowo spoglądać w stronę swoich duszpasterzy.

Nie sposób również nie wspomnieć o Papieżu Franciszku, który podczas wydarzeń centralnych porywał tłumy. Mówił, że dzisiejszemu człowiekowi brakuje kultury spotkania, że ludzie dzisiaj się mijają. Zachęcał młodych, aby nie poddali się konformizmowi i nie myśleli o sobie jako o „międzyczasie”, czy „przyszłości”, ale jako o „Bożym teraz”.  Podczas drogi krzyżowej Papież wskazywał na problemy trawiące kraje Ameryki, takie jak zabijanie dzieci nienarodzonych, czy wciąż obecny handel ludźmi. Bardzo wiele słów Papież skierował do osób dorosłych, pytając jakie dali młodym korzenie i podstawy. Przyznał, że łatwo jest krytykować ludzi młodych i marnować czas na szemranie, jeśli pozbawia się ich szans na pracę, edukację i budowanie wspólnoty, których można się uchwycić i marzyć o przyszłości. Niezwykłym doświadczeniem był dla nas moment, w którym Papież pytał młodych o to, jakie jest ich marzenie, a milion młodych ludzi coraz głośniej wykrzykiwało słowo „Jezus”. Niezwykła była również chwila absolutnej ciszy, jaka zapadła podczas sobotniego czuwania z Papieżem Franciszkiem.

Każdy z uczestników zapewne mógłby opowiedzieć własne historie i doświadczenia związane z tym niezwykłym czasem. Światowe Dni Młodzieży to prawdziwe święto młodych i święto Kościoła, co objawia się również w niepowtarzalnym klimacie tego wydarzenia. Za każdym razem w mieście, w którym odbywają się wydarzenia centralne, na ulicach panuje ogromna radość. Młodzi wspólnie tańczą, śpiewają, rozmawiają oraz wymieniają się prezentami, a flagi narodów, które na co dzień są ze sobą w konflikcie, powiewają nieraz tuż obok siebie. Ostatecznie, jak powiedział papież, najlepszym podsumowaniem tych Dni nie będzie żaden dokument końcowy, ale zdjęcia uśmiechniętych, radosnych młodych ludzi z całego świata.

Paweł Grodzki