No bo o co chodzi?

2 miesiące temu | Kto by czytał? | 0 komentarzy

Nienawidzę uzależniać się od ludzi. Staję się wtedy podatna na to, jak ci, których kocham emocjonalnie mną manipulują. Nawet jeśli nieświadomie.

Nienawidzę, gdy doprowadzam się do momentu, gdy zależy mi na kimś najbardziej na świecie, choć tę kategorię trudno wziąć w nawias, opisać czy pominąć milczeniem.

Nienawidzę tego momentu, bo oprócz świadomości, że znalazłam swojego kolejnego ulubionego człowieka, to podświadomie mam przeczucie, że przez to jak mocno się z nim zwiążę – realnie czy emocjonalnie – to on jest wówczas w stanie zrobić mi największą krzywdę. Nawet nieświadomie. Ale może nagle przestać się odzywać. Odejść bez pożegnania. Ale to wszystko w najgorszym wypadku. W innym razie będę tak pod wpływem jakiejś osoby, że chcąc zrobić dla niej wszystko, poszłabym za tym kimś na ten koniec świata, czymkolwiek jest i gdziekolwiek to jest; chętnie poszłabym na rękę tak często jak to możliwe, zwłaszcza, by załagodzić kłótnie; kompromis nie byłby definicją wyjętą ze słownika, byłabym obecna i wspierałabym tak mocno jak potrafię, rozmawiałabym godzinami i słuchałabym, poświęcała i uwagę i czas i czasem pieniądze, płakałabym nad nim i nad sobą, śmiałabym się z niego i z siebie; siedziałabym do rana, rozmawiała o wydarzeniach, które nigdy się nie zdarzą i marzeniach, które nigdy się nie spełnią; nienawidziłabym tych samych ludzi – tak dla zasady. Bo wróg mojego przyjaciela jest moim wrogiem. I odwrotnie.

I wszystko brzmi bardzo pięknie, ale gdy dam z siebie tak wiele, wówczas zdaję sobie sprawę, że tej osobie nie do końca zależy na mnie w takim stopniu jak mi zależy na niej. Że to ja będę na zawsze tą, której zależy bardziej, nieważne w jakiego typu relacji – którą miałam, mam lub będę mieć.

Zależy mi jak cholera na kilku ludziach na świecie. Cenię ich za szereg ich wad i zalet, cenię ich za różne sprawy, za różne doświadczenia, które z nimi dzieliłam, za szeroki wachlarz emocji, których mi dostarczają. Nie jestem jednak tego typu osobą, która powie im o tym wprost. Nie umiem mówić: jesteś dla mnie ważny. Nie powiem ci, że cieszę się, że znalazłeś dla mnie czas, że tu jesteś teraz ze mną. Nie usłyszysz ode mnie słów kocham cię. Tęsknie za tobą. Nie przyznam się na głos przed sobą, a co dopiero przed tobą, że chciałam usłyszeć twój głos. Po długim i ciężkim dniu w miejscach, których nie znoszę, nie przyjdę ot tak i nie przyznam się, że czekałam od rana, by cię zobaczyć i proszę nie odchodź tak szybko. Albo nie odchodź w ogóle…

Ale nawet jeśli tego nie widać. To przecież jestem. I będę. Obok.

Ja w kwestii uczuć jestem upośledzona. Zamiast powiedzieć coś prosto z mostu, potrafię rozstawić całe sieci słów, które są splątane w swoim znaczeniu i tak dwuznaczne, że czasem zadaję sobie pytanie: czy warto zadawać sobie trud wypowiadania ich w ten sposób, skoro nie wiadomo czy druga strona może nie zorientować się o co mi chodzi. I że jest niewielka szansa, że być może zrozumiemy się bez oczywistości. Bo przecież nie muszę opowiadać ci o faktach czy uczuciach wprost, bo okoliczności sprawiają ze coś jest z góry jasne… A my jesteśmy mądrzy. Inteligentni. Dorośli. Ślepi. Niedomyślni. Tylko ludźmi. Ludzie nie czytają w myślach, ale oceniają po pozorach. Dla mnie to jest sprawą oczywistą ale coraz częściej łapię się (oczywiście z pewną dozą autoironii) na tym, że mówiąc ogólnikami złoszczę się, że rozmówca nie pojmuje do końca moich intencji czy zamiarów. Nie wiem czy znam odpowiedź na pytanie co mogę zrobić by to zmienić. Lub się zmienić. Ewentualnie.

W kwestii uczuć wszyscy jesteśmy trochę upośledzeni.

Katarzyna Sycz

Katarzyna Sycz

Autor

Taka to bułka

Mąka, mleko, jajko, odrobina cukru na osłodę życia i drożdże. Brytfanka...
Więcej...

Pod górkę z Maryją

Pod górkę z Maryją Świat katolicki dzieli się na wielkich miłośników Maryi...
Więcej...

To, co najważniejsze!

W piątek przed ślubem stresowałam się niesamowicie. Wszyscy próbowali mnie...
Więcej...

No bo o co chodzi?

Nienawidzę uzależniać się od ludzi. Staję się wtedy podatna na to, jak ci,...
Więcej...

Więcej niż tatuaż

Chyba już wiem dlaczego ludzie tatuują sobie imiona ukochanych na rękach,...
Więcej...

Franciszek radzi:

Módlmy się za wszystkie ofiary ludobójstwa i dołóżmy starań, aby tej zbrodni nigdy już na świecie nie popełniano.

Franciszek radzi:

Uczmy się od Najświętszej Maryi Panny mieć serce pokorne i zdolne przyjąć dary Boże.

Franciszek radzi:

Kościół nie wzrasta przez prozelityzm, ale przez przyciąganie.
Prozelityzm?

Franciszek radzi:

Jezus nadał sens mojemu pobytowi tu na ziemi i daje mi nadzieję na życie przyszłe.

Franciszek radzi:

Jezus uczy skupiać się zawsze na tym, co istotne, i przyjmować odpowiedzialnie otrzymaną misję.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Miłosierdzie nie jest jakąś dygresją w życiu Kościoła, ale stanowi samo jego życie i czyni Ewangelię namacalną.

Franciszek radzi:

Aby spotkać drugiego, należy wyjść z własnych ograniczeń. Jeśli tego nie uczynimy, także my, chrześcijanie, zarazimy się podziałami.

Franciszek radzi:

Wielki Post zachęca nas usilnie do nawrócenia: jesteśmy wezwani, by powrócić do Boga całym sercem.

Franciszek radzi:

Post nie jest tylko odmawianiem sobie chleba. Jest także dzieleniem się nim z głodnymi.

Co ludzie powiedzą…

Pierwszą reakcją na nasze zaręczyny był wystrzał szampana, brawa i „sto lat”. Po uściskach i gratulacjach od osób, które były świadkami tego doniosłego wydarzenia, przyszedł czas na poinformowanie o tym reszty ludzkości. I wtedy już było różnie… „Nareszcie” Nasi...
Więcej...

To, co najważniejsze!

W piątek przed ślubem stresowałam się niesamowicie. Wszyscy próbowali mnie uspokajać, nikomu się nie udawało. Powtarzałam sobie, że przecież mam gdzieś wszystkie organizacyjne szczegóły i na pewno będzie super. Po dwóch godzinach przewracania się z boku na bok...
Więcej...

Tak mnie skup!

Jak to jest, że kiedy oglądam serial, nawet do głowy mi nie przyjdzie, żeby pomyśleć o modlitwie? Ale w drugą stronę działa bez zarzutu.   Śmieszne, ale niewesołe Też tak macie, że już w trakcie pierwszego czytania rozważacie czy na głowicy kolumny po prawej od...
Więcej...

Zniekształceni

Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie może podnieść? Wygląda na to, że już stworzył.  Jak zagiąć katechetkę Wędruje po Internecie zagadka logiczna, według legendy wymyślona przez samego Einsteina. Problem ten trafił już na listę ulubionych pytań pokoleń uczniów i...
Więcej...

Film o zburzeniu świątyni

Wydaje mi się, że wyjątkowość tego filmu nie polega jedynie na jego niespotykanym dotąd realizmie, ale na wielości i głębi odwołań biblijnych, liturgicznych i innych. Czasami trudno je zauważyć, ponieważ burzenie Świątyni tak bardzo pochłania serce, że rozum nie ma...
Więcej...