Warto było się tak stresować? Chrześcijańskie wesele

9 miesięcy temu | Pół żartem, pół narzeczeństwo, czyli ślepa kulawego | 0 komentarzy

Jak pewnie pamiętacie kilka dni przed ślubem nie byłam zachwycona z decyzji o weselu – swoje żale wylewałam przed wami tutaj. Jak zmieniło się moje stanowisko już po fakcie? Czy dalej doradziłabym każdemu, żeby nigdy w świecie, za żadne skarby nie pakował się w wesele? A co o tym wszystkim sądzi mój, uwaga, mąż?

Pisząc tamten artykuł nie wiedziałam nic o przedślubnym stresie. Dzień przed „dniem 0”, w piątek, cały dzień krzyczałam na przyjaciółkę pomagającą mi w dekoracji (chyba na wszystkich wtedy cały dzień krzyczałam…), a wieczorem byłam już tak wykończona, że na spowiedzi przedślubnej nie mogłam wypić herbaty i z trudem przełykałam przywiezioną ze sobą kolację (jak się krzyczy, to ciężko jest jeść w tym samym czasie).

Zasnęłam o 3, obudziłam się o 8, wciąż spanikowana, po czym o 10 wszystko puściło, ale wciąż nie byłam pewna, czy nie lepsza by była kameralna uroczystość w 5 osób.

W decyzji, którą podjęliśmy, upewniło mnie kilka rzeczy

Rodzice

Oni naprawdę potrzebują tego wydarzenia, wyprawienia dzieciom hucznego wesela, żeby cieszyć się ich szczęściem. Mój tata całe wesele powtarzał, że świętujemy dziś z powodu tego, co mu najlepiej w życiu wyszło. Mama załatwiała wszystko, żebym ja nie musiała się niczym martwić i kątem oka sprawdzała, czy dobrze się bawię. Nasi rodzice przy organizacji wesela dobrze się poznali i mieli okazję polubić (przynajmniej takie sprawiają wrażenie), a mamy dalej czasem do siebie dzwonią.

Przyjaciele

Jak weszłam do kościoła to niewiele widziałam poza ołtarzem, tym co za nim i moim Mężem in progress.

Ile osób przyszło z nami świętować zobaczyłam dopiero na Sali, kiedy Karol wznosił pierwszy toast. 200 osób na papierze i 200 osób na żywo, to zupełnie dwie różne rzeczy. Kiedy zobaczyłam te wszystkie uśmiechnięte twarze, ludzi, którzy cieszą się z nas – z tego, że nas znają, że są nam bliscy, że mogą być z nami, że mogą się cieszyć z naszego szczęścia, z naszego małżeństwa – byłam niesamowicie przejęta. Tańczyłam z przyjacielem, który, chyba pierwszy raz w życiu, nie był w stanie powiedzieć słowa, i to ze wzruszenia. Usłyszałam kilkanaście razy, jak jestem ważna w życiu moich bliskich. Bez wesela nie miałabym takiej możliwości – nie byłoby na to czasu, nie byłoby tych emocji. I choć nie z każdym zdążyłam pogadać i nie z każdym zatańczyłam, to byłam niesamowicie wzruszona, że ci ludzie z nami są, bo nas po prostu kochają.

Prawdziwe WESELE

W czasie jak podpisywaliśmy dokumenty zostało wyjaśnione po co jest wesele (chyba, tak mi się wydaje, byłam skupiona na używaniu po raz ostatni panieńskiego nazwiska). Wesele miało być konsekwencją tego, co się właśnie wydarzyło. Mieliśmy świętować zawarcie przez nas małżeństwa, to, że będziemy najszczęśliwszymi ludźmi do końca życia. Świętowanie takiego wydarzenia nie mogło się odbyć w samochodzie w drodze z Bieszczad do Krakowa (no mogło, ale…). Taka radość wymagała specjalnych środków – muzyki, tańców do rana, wszystkich bliskich nam ludzi, gitary i cajonu nad ranem, kilku sto lat, tysiąca śmiechów i uśmiechów, a nawet spadającego karnisza.

Bo to małżeństwo, to taka radość, że chce się o tym wszystkim krzyczeć (wszystkim, nie na wszystkich). Ale o tym następnym razem.

Kasia

Wyglądają, jakby się cieszyli, prawda? fot. Light Catchers

 

Każdy na to pytanie musi odpowiedzieć sobie sam, kiedy stanie przed tą decyzją. Ja i moja Żona jesteśmy już po ślubie i weselu, więc postaramy się kilka rzeczy wyjaśnić, a może i napisać o czymś co wcześniej nie przychodziło do głowy.

Ślub bez wesela jest możliwy, będzie też tak samo ważny, tyle że obejdzie się bez wielu dodatkowych spraw organizacyjnych. Po co więc ludzie robią wesela? Czy są one do czegoś potrzebne? Kasia i ja od razu wiedzieliśmy, że chcemy wesela. Nie była to potrzeba pokazania naszej pomysłowości, pochwalenia się  tym jak liczne rodziny mamy albo na jakie fikuśne dania się szarpnęliśmy. Naszym celem było zebranie wszystkich ważnych dla nas osób i podzielenie się z nimi naszą radością.  Wesele ( zdaliśmy sobie z tego sprawę na samym początku organizowania) jest dla ludzi zaproszonych, nie dla pary młodej – dla pary młodej to dodatkowy stres przy organizowaniu.

Cały ten trud przygotowań podjęliśmy żeby móc podzielić się naszą radością z tego, że jesteśmy w końcu mężem i żoną z ludźmi nam najbliższymi, nie chcieliśmy ograniczać tej radości do samej ceremonii ślubnej (choć i tak trwałaby ta radość długo). Przywykliśmy trochę do tego, że każde większe wydarzenie w życiu świętujemy, czy jest to oblewanie egzaminu, narodziny dziecka, nadejście nowego roku, kolejne urodziny czy świąteczne rodzinne spotkanie. Zawsze pojawia się wtedy ten element świętowania, przygotowywania odpowiedniego miejsca, potraw, atrakcji. Jest to w nas bardzo zakorzenione, choć nie rozmyślamy nad tym dlaczego. Wpływ kultury jest bardzo zauważalny i oczywisty, jednak ja jako chcący być chrześcijaninem nie mogłem zapomnieć również i o tym wymiarze świętowania.

Czy jednak robienie hucznego weseliska jest tak bardzo chrześcijańskie? Jak bardzo jest, każdy musi sam określić – moim zdaniem jest. Nie chodzi oczywiście o to, że im większe tym lepsze, po prostu jest dobre. Przecież zawsze mamy się radować, a chrześcijanin nie jest z definicji smutasem. Nie wiem jak wielkie wesele musielibyśmy zrobić,  żeby pokazać naszą radość z zaślubin. W mojej głowie zawsze chciałem aby wesele to była taka agapa, uczta po Eucharystii, czyli uczta po „uczcie”, przedłużenie tego wspaniałego czasu, i z takim nastawieniem do tego podchodziłem. Nawet gdyby miało się odbyć w ogrodzie przy grillu, chipsach i muzyce z radia byłoby super, bo wesele to nie jest tylko piękna sala, 10 posiłków, orkiestra symfoniczna, czekoladowe fontanny i drogie stroje. Weselenie się zaczęło się już w kościele, a całość tej świetnej imprezy zrobili ludzie.

Karol

Kasia Janowska

Kasia Janowska

Autor

Taka to bułka

Mąka, mleko, jajko, odrobina cukru na osłodę życia i drożdże. Brytfanka...
Więcej...

Pod górkę z Maryją

Pod górkę z Maryją Świat katolicki dzieli się na wielkich miłośników Maryi...
Więcej...

To, co najważniejsze!

W piątek przed ślubem stresowałam się niesamowicie. Wszyscy próbowali mnie...
Więcej...

No bo o co chodzi?

Nienawidzę uzależniać się od ludzi. Staję się wtedy podatna na to, jak ci,...
Więcej...

Więcej niż tatuaż

Chyba już wiem dlaczego ludzie tatuują sobie imiona ukochanych na rękach,...
Więcej...

Franciszek radzi:

Módlmy się za wszystkie ofiary ludobójstwa i dołóżmy starań, aby tej zbrodni nigdy już na świecie nie popełniano.

Franciszek radzi:

Uczmy się od Najświętszej Maryi Panny mieć serce pokorne i zdolne przyjąć dary Boże.

Franciszek radzi:

Kościół nie wzrasta przez prozelityzm, ale przez przyciąganie.
Prozelityzm?

Franciszek radzi:

Jezus nadał sens mojemu pobytowi tu na ziemi i daje mi nadzieję na życie przyszłe.

Franciszek radzi:

Jezus uczy skupiać się zawsze na tym, co istotne, i przyjmować odpowiedzialnie otrzymaną misję.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Miłosierdzie nie jest jakąś dygresją w życiu Kościoła, ale stanowi samo jego życie i czyni Ewangelię namacalną.

Franciszek radzi:

Aby spotkać drugiego, należy wyjść z własnych ograniczeń. Jeśli tego nie uczynimy, także my, chrześcijanie, zarazimy się podziałami.

Franciszek radzi:

Wielki Post zachęca nas usilnie do nawrócenia: jesteśmy wezwani, by powrócić do Boga całym sercem.

Franciszek radzi:

Post nie jest tylko odmawianiem sobie chleba. Jest także dzieleniem się nim z głodnymi.

Skąd wiadomo, że to on(a)

To jest chyba najczęściej zadawane w przypadku związków pytanie. W końcu zamierzamy się z kimś związać nie na kilka miesięcy czy lat, ale na całe życie. Kiedy to się wie? Jak to sprawdzić? Bardzo krzywdzi nas współczesna popkultura. Pokazuje nam opowieści o ludziach,...
Więcej...

Rachunek zaufania

Życie weryfikuje wszystko - trochę jak banki. Czas odmierza skrupulatnie żywot wszystkiego - trochę jak finansiści. Okoliczności rozgrzeszają wydarzenia, które nieprzewidywalne są jak spadki na giełdzie. Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Nie dlatego, że...
Więcej...

Zimowiska KSM

W przedświątecznym ferworze warto znaleźć chwilę na zaplanowanie ferii zimowych. ❄️❄️❄️ Razem z KSM-em serdecznie zapraszamy Was na zimowiska do Desznicy i Rzeszowa- Przybyszówki. W tym roku znajdzie się również coś dla miłośników zimowych sportów. 🎿🏂 Szczegóły na...
Więcej...

Pod górkę z Maryją

Pod górkę z Maryją Świat katolicki dzieli się na wielkich miłośników Maryi oraz na tych, którzy za nic w świecie nie mogą zrozumieć tych pierwszych. Nota bene ci pierwsi także dziwią się na wieść o istnieniu myślących inaczej. Czy pokora jest nudna? Gdyby się bliżej...
Więcej...

Wigilia Starców

Z racji zderzenia dwóch różnych zwyczajów wigilijnych w moim domu (mój tata jest z Krakowa, a mama z Kolbuszowej) jest zgrzyt dwóch tradycji. Tata marzy o posiłkach wigilijnych prosto z krakowskiego rynku, a mama z uporem maniaka od prawie 30 lat podaje mu nasze -...
Więcej...