Męska rzecz być daleko sprzedam opla

11 miesięcy temu | Spacerniak | 0 komentarzy

Kiedyś wszyscy faceci mieli ten sam sposób na odstresowanie – resoraki, trzepak, odcinek Dragon Balla. Jednak dziesięć lat później każdy znalazł swoje miejsca, dzięki którym może się wyłączyć. Jeden rzuci wszystko i pojedzie w Bieszczady, drugi zamarynuje kilo karkówki, trzeci usiądzie w kącie i przeczyta wszystkie zaległe książki. Jest jednak jedna rzecz, która łączy te wszystkie rzeczy – to męska sprawa.

Faceci mają to do siebie, że czasem muszą być głupi. Rozmawiałem kiedyś o tym ze znajomą. Powiedziała: „Ja lubię kiedy mój chłopak idzie się spotkać z facetami. Oni wtedy robią te wszystkie głupie rzeczy, których ja nie rozumiem i mnie nie śmieszą, a do mnie wraca jako… normalny facet”. I choć zwykle kobiet nie rozumiem (na przykład dlaczego nie bawią ich te wszystkie żarty, które śmieszą wszystkich facetów?), to jest w tym dużo racji.

Koncepcja „Męskiej rzeczy być daleko sprzedam opla” zrodziła się jakiś czas temu, kiedy we czterech chłopa chcieliśmy wybrać się w góry. Bardzo rzadka to okazja, kiedy czterem ludziom studiującym/pracującym udaje się znaleźć jeden wolny weekend. To nasz sposób na ucieczkę – znajdujemy termin, pakujemy plecaki i jedziemy. Często nie jesteśmy pewni dokąd. Ważne, że razem, że samymi chłopami, że bez bab, że w góry, że daleko, że sprzedam opla.

Ostatnim razem próbowaliśmy dotrzeć do bazy studenckiej Jawornik na pograniczu Beskidu Niskiego i Bieszczad – wyprawa skończyła się półtoragodzinnym błądzeniem po lesie, w zimie, w nocy, ze śniegiem po pas (wspominałem już, że faceci bywają głupi?). Tym razem za punkt honoru obraliśmy trafić tam i tam też spać. Udało się! Spodziewaliśmy się być jedynymi ludźmi w promieniu kilku kilometrów, sami w opuszczonym domku w lesie… jednak w progu bazy powitał nas Franciszek, z kubkiem kawy w ręce i pytaniem, czy nie mamy papieroskiem poczęstować. Okazało się, że baza nie jest tak opuszczona, jak myśleliśmy.

Zaczytując się w kronice Jawornika,.grzejemy się nad ogniskiem beztrosko trzeszczącym w środku bazy.

Franciszek uruchomił mi moją własną manufakturę tytoniową. Turyści często zostawiają w chacie zbywające im rzeczy, czasem konserwę, butelkę wódki, cukier, sól czy kawę albo herbatę. Tym razem ktoś zostawił reklamówkę ususzonych liści tytoniu.

Franciszek opowiadał, że siedział w bazie już od kilku dni. Wczoraj miało być tam jakieś małżeństwo z Warszawy, wcześniej gościło tam kilku turystów… tak więc baza miała regularnych gości. Sam Franciszek zapytany, co porabia siedząc sam w lesie od kilku dni, odpowiedział: „Patrzę się w ogień”. Poczęstował nas liśćmi tytoniu, które ktoś zostawił w bazie i kieliszkiem wódki – my poczęstowaliśmy go prądem z powerbanka, chlebem, pasztetem i piwem. Wieczorem wspólnie pogapiliśmy się w ogień, pograliśmy na bębnie, pośpiewaliśmy, przenieśliśmy ognisko do środka chaty i poszliśmy spać. A, jako że byliśmy na kompletnym odludziu, jeszcze wcześniej poszliśmy oglądać gwiazdy. We trzech bez trudu rozpoznaliśmy Mały Wóz i Wielki Wóz.

Pierwszy poranek w bazie studenckiej Jawornik.

Rano zjedliśmy śniadanie z proszkowych zupek, pożegnaliśmy się z Franciszkiem i poszliśmy dalej. Z Jawornika (Jawornik to też miejscowość) dojechaliśmy do Przełęczy Wyżniańskiej, gdzie zostawiliśmy autko i ruszyliśmy w trasę: Połonina Caryńska – Brzegi Górne – Połonina Wetlińska – Wetlina. W Wetlinie przenocowaliśmy na polu namiotowym PTTK (serdecznie polecam, atmosfera jedyna w swoim rodzaju). Przez całą ciszę nocną słuchaliśmy śpiewów ze „strefy chilloutu”, zaś około 6 rano powitaliśmy pana, który (jeszcze/już?) przy browarku podgrywał sobie i znajomym na gitarze.

Za nami Połonina Wetlińska, przed nami jeszcze kawał drogi…

Niestety, w momencie dojścia do pola namiotowego, moja rzetelność dziennikarska zniknęła jak sen jaki złoty. Jedyne zdjęcie, jakie stamtąd mam, przedstawia Pawła, trzy lane Perły po 5 zł każda i numerek 20 na trzy porcje placków po bieszczadzku.

Następnego dnia, skoro świt, poszliśmy na Mszę. Dalej wybraliśmy się w dół Wetliny zielonym szlakiem przez Dział, do Małej Rawki. Zastanawialiśmy się nad Wielką Rawką, ale w związku z dość sporymi i ciężkimi plecakami, nasze łydki zaczynały z cicha przygotowywać się do strajku i odmówić służby, więc odpuściliśmy i zeszliśmy prosto do Przełęczy Wyżniańskiej, gdzie czekał na nas samochód.

Powiecie, że to nic specjalnego: trzy dni w górach, Połoniny i Rawka. Przecież to nic specjalnego. I wiecie co? Macie rację – wybraliśmy chyba najbardziej oklepaną trasę, jaką można zrobić w Bieszczadach. Bo nie o to tu chodziło. Naszym jedynym celem było pojechać w góry, wrzucić kilkanaście kilo do plecaka, z namiotem w środku, i iść. Cel osiągnęliśmy, na widoki nie narzekaliśmy, a nasza tęsknota za męską wyprawą została na jakiś czas zaspokojona.

A Wam, drodzy faceci, polecam to samo: zbierzcie się w kilku chłopa, jedźcie w jakieś miejsce gdzie widać gwiazdy, kupcie sobie piwo, orzeszki i gapcie się w ogień.

Trasa może oklepana, ale widoki zawsze są tak samo piękne. Kto nie był ten trąba!

Bonus: Gdy przyszliśmy do Jawornika, Franciszek mówil nam że poluje na mysz, która kręci się w chacie. W nocy obudziło nas chrupanie dobiegające z okolic pułapki, dlatego uznaliśmy że mysza podgryza sobie żarcie stamtąd. Jednak dopiero następnego dnia, gdy zajrzałem do plecaka, okazało się że pochrupała sobie coś innego.

Staszek Napiórkowski

Staszek Napiórkowski

Autor

Taka to bułka

Mąka, mleko, jajko, odrobina cukru na osłodę życia i drożdże. Brytfanka...
Więcej...

Pod górkę z Maryją

Pod górkę z Maryją Świat katolicki dzieli się na wielkich miłośników Maryi...
Więcej...

To, co najważniejsze!

W piątek przed ślubem stresowałam się niesamowicie. Wszyscy próbowali mnie...
Więcej...

No bo o co chodzi?

Nienawidzę uzależniać się od ludzi. Staję się wtedy podatna na to, jak ci,...
Więcej...

Więcej niż tatuaż

Chyba już wiem dlaczego ludzie tatuują sobie imiona ukochanych na rękach,...
Więcej...

Franciszek radzi:

Módlmy się za wszystkie ofiary ludobójstwa i dołóżmy starań, aby tej zbrodni nigdy już na świecie nie popełniano.

Franciszek radzi:

Uczmy się od Najświętszej Maryi Panny mieć serce pokorne i zdolne przyjąć dary Boże.

Franciszek radzi:

Kościół nie wzrasta przez prozelityzm, ale przez przyciąganie.
Prozelityzm?

Franciszek radzi:

Jezus nadał sens mojemu pobytowi tu na ziemi i daje mi nadzieję na życie przyszłe.

Franciszek radzi:

Jezus uczy skupiać się zawsze na tym, co istotne, i przyjmować odpowiedzialnie otrzymaną misję.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Miłosierdzie nie jest jakąś dygresją w życiu Kościoła, ale stanowi samo jego życie i czyni Ewangelię namacalną.

Franciszek radzi:

Aby spotkać drugiego, należy wyjść z własnych ograniczeń. Jeśli tego nie uczynimy, także my, chrześcijanie, zarazimy się podziałami.

Franciszek radzi:

Wielki Post zachęca nas usilnie do nawrócenia: jesteśmy wezwani, by powrócić do Boga całym sercem.

Franciszek radzi:

Post nie jest tylko odmawianiem sobie chleba. Jest także dzieleniem się nim z głodnymi.

Ból niefizyczny

Gdy nie bawi cię już świat poszczenia od słodyczy, co jest chyba nieodmiennie od wielu lat czołowym postanowieniem wielkopostnym, podrzucam kilka pomysłów na to czego w Poście można sobie odmówić i w jakim celu. Muzyka Niesłuchanie jej jest praktycznie niemożliwe,...
Więcej...

„W moim sercu gra playlista: Bóg, honor i ojczyzna.” – rozmowa z Lucasem Vuitton

"(...) miałem niesamowity kryzys pisania. Nie napisałem żadnego tekstu od miesiąca… Było mi strasznie źle z tego powodu, nie mogłem się przełamać, nie mogłem się wbić w ten tekst. Pierwsze co zrobiłem, to pomodliłem się do Ducha Świętego. Później zacząłem pisać..."
Więcej...

Ja Wam pół litra, Wy mi pieczątkę: RCKiK.

W opisie działu zapowiadałem, że będę pisać o miejscach ciekawych, wartych odwiedzenia na tyle, żeby wyjść na tajemnicze „pole”, o którym tak często mówią nasi internetowi przyjaciele. Jednym z takich miejsc jest niewątpliwie Regionalne Centrum Krwiodawstwa i...
Więcej...

Arbuz to wielka rzecz!

Rozmawiałam któregoś dnia z członkiem Greenpeace’u. Z przyczyn których nie pamiętam nasza rozmowa zeszła na Boga. Mój rozmówca, wyznawca pradawnej filozofii Dalekiego Wschodu zarzucił mi, że chrześcijaństwo ignoruje i po macoszemu traktuje przyrodę. Nie jest on...
Więcej...

Piotr i inni potrzebują Twojej pomocy

Piotr Popek, mąż Asi, fantastycznej kobiety, i tata Lilki, która jest jego oczkiem w głowie, pochodzi z Odporyszowa. Obecnie wraz z rodziną mieszka w Boguchwale. Poprzez przyjaciół i pracę jest związany również z Rzeszowem. Piotr lubi aktywny wypoczynek, turystykę...
Więcej...