Sercu bliski Beskid Niski

Sie 22, 2017 | Spacerniak | 0 komentarzy

Jakiś czas temu pisałem pokrótce o Bieszczadach. Temat o tyle rozległy jak i znany co same Bieszczady – wszak niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto choć raz nie zdobył Tarnicy, czy nie leżakował nad wodą w Polańczyku czy Solinie. Dziś jednak będzie o rejonie trochę mniej znanym, mniej turystycznym, ale właśnie przez to piękniejszym – Beskidzie.

Kunia znasz?

Cóż to jest ten Beskid Niski? To jak dziki kuń, nieokrzesany. Tylko nie kuń, a kolejne pasmo górskie. Sąsiaduje z Bieszczadami od Przełęczy Łupkowskiej i Komańczy na wschodzie, aż do Przełęczy Tylickiej na zachodzie, gdzie graniczy z Beskidem Sądeckim. Jest to jeden z najdzikszych regionów Polski, mający jednocześnie niezwykle bogatą historię.

Moje przygody z górami zaczęły się w 2010 roku, kiedy po raz pierwszy przyszedłem na KSM, a ówczesnym księdzem asystentem był ksiądz Janusz, człowiek urodzony właśnie w Beskidzie. Regularnie więc, krok po kroku, latami zaszczepiał w nas miłość do Beskidu zabierając nas na wyprawy po Cergowej, naszym ukochanym Wisłoku Wielkim, Jaśliskach czy takich trasach, których nawet nie umiałbym wskazać teraz na mapie, zatrzymując nas przy przydrożnych kapliczkach, opowiadając nam beskidzkie historie i prowadząc najdzikszymi, najbardziej zarośniętymi trasami. To sprawiło, że mimo iż zaraz obok mamy tak popularne Bieszczady, to zawsze człowieka ciągnie w te opuszczone, beskidzkie dolinki…

Zdjęcie z niewielkiej wyprawy do tunelu w Przełęczy Łupkowskiej

Historia

Jak pisałem, w Beskidzie zawiera się kawał historii. Od dawien dawna biegły tamtędy szlaki handlowe. Początkowo osadnictwo ludności było dość chaotyczne i sporadyczne. Dopiero król Kazimierz Wielki nakazał zasiedlanie tamtych terenów aby zapobiec stopniowemu napływowi na tereny przygraniczne ludów z południowej strony Karpat. Z czasem migracje nabierały coraz większego rozmachu. Na tereny Beskidu Niskiego przybywały ludy różnych maści, narodowości i wyznań, mieszając i asymilując się ze sobą z lepszym lub gorszym skutkiem. Przybywali na te ziemie więc polscy i niemieccy osadnicy, zakładając wsie na prawie niemieckim oraz prawosławna ludność ruska oraz wołoska. Proces osadnictwa zakończył się w XVI wieku, kiedy istniała już większość z tych wsi, które istniały początkiem XIX wieku.

Gdy zakończył się proces osiedlania, rozpoczęło się kształtowanie powstałej grupy etnicznej. W wyniku długiego procesu asymilacji poszczególnych ludów i przeplatania się ich kultur powstał na tym terenie lud zwany Łemkami – który jest o tyle wyjątkowy, że posiadając swoją kulturę, zwyczaje i język, jest jedną z czterech prawnie uznanych mniejszości etnicznych w Polsce, a nie przybył znikąd – powstawał właśnie tu, między innymi na terenach Beskidu Niskiego. Zaś tereny zamieszkiwane przez Łemków zyskały miano Łemkowszczyzny.

Mapa pochodzi ze strony http://www.inne-jezyki.amu.edu.pl

Potem jednak nie było tak różowo. Pierwsza i Druga Wojna Światowa zebrały swoje żniwo, zaś akcja  „Wisła” oraz przesiedlenia do związku radzieckiego dokończyły sprawę tak, że dziś bardzo niewielki odsetek Łemków wróciło na Łemkowszczyznę.

Również i żołnierze konfederacji barskiej w 1769 roku zahaczyli o Beskid, dostrzegając tu przewagę, jaką mogli zdobyć dzięki swojemu położeniu – za sobą mieli neutralne Austro-Węgry, zaś sami mogli ukryć się w gęstych, zalesionych szczytach, gdzie wróg nie mógł wykorzystać liczebnej przewagi. Konfederaci stoczyli z Moskalami bitwy m.in. w Koniecznej, pod Grabiem czy Świątkową. Niestety, w 1770 przegrali decydującą bitwę pod Wysową, dobijani przez wrogą im miejscową ludność.

Oczywiście jest to bardzo duże uproszczenie – proces kształtowania się ludności beskidzkiej oraz cała historia tego regionu jest o wiele bardziej złożona. Nawet gdybym chciał, nie umiałbym jej należycie opisać, pozostanę więc na tym dużym skrócie. Do dziś jednak kwestia pochodzenia Łemków jest dość sporna.

Tereny

Człowiek słyszy Beskid, myśli „spacerek!”. Nic bardziej mylnego. Mimo że owszem, beskidzkie wzniesienia nie należą do najwyższych i budzących dumę, to jednak można się zdrowo zaskoczyć. A jest w czym wybierać.

Ja swoją przygodę z Beskidem zacząłem od Cergowej – stosunkowo niewielkiego wzniesienia niedaleko Dukli. U jej połnocno-zachodniego podnóża znajduje się kapliczka św. Jana z Dukli oraz „Złota studzienka”. Dodatkowo Cergowa usiana jest jaskiniami szczelinowymi, na których poszukiwanie warto się wybrać.

Chcę również opowiedzieć o moim prywatnym, ulubionym miejscu w Beskidzie i jednym z ulubieńszych w ogóle na świecie – Stavenec, niewielki szczyt położony ok. kilometr na południe od granicy polsko-słowackiej, tak mało znaczący, że nawet nie ma go na mapach. Samo wniesienie nie jest trudne do zdobycia – wszak takie 565 m n.p.m. nasi dziadkowie pokonywali co rano w drodze do szkoły. Jednak dojście do niego, a wpierw znalezienie go – to już nie lada wyzwanie. Szlak jest bardzo sporadycznie uczęszczany, wiedzie koło zrujnowanych PGRów, przez lasy i wzdłuż granicy, a zimą jest na wpół widoczny i kompletnie zasypany śniegiem (raz byliśmy zmuszeni zawrócić z podkulonym ogonem, gdy po czterech godzinach przedzierania się przez zaspy, zaczął nas gonić zmierzch). W każdym razie zakochałem się w tym miejscu i jego niedostępności.*

Stavenec. Po kilkugodzinnej wędrówce przez zapadający się śnieg, dotarliśmy do celu. W środku możecie zobaczyć umęczoną i smutną twarz wędrowca. Dlaczego smutną? Dlatego, że nikt z nas nie pomyślał, żeby zatrzymać się w sklepie po jedzenie, więc 20-kilometrową trasę przeszliśmy o hotdogach ze stacji, które zjedliśmy na śniadanie. Doświadczenie niewarte polecenia.

Jadąc w Beskid (i nie tylko w Beskid) warto zainteresować się również szlakiem architektury drewnianej. Choć brzmi to jak zajęcie dla wycieczek uniwersytetu trzeciego wieku, to jednak wierzcie mi – warto! Drewniane, zabytkowe cerkiewki porozrzucane po terenach zapomnianych przez Boga i ludzi mają w sobie coś naprawdę niezwykłego.

Idąc żółtym szlakiem biegnącym od strony Tylawy wędrówka kończy się na Barnim – szczycie na granicy polsko-słowackiej, gdzie w miejsce starej niemieckiej wieży wybudowano punkt widokowy, z którego rozciąga się widok na całą okolicę

Nie będę się tu rozwodził nad każdą z tras – w Internecie jest pełno przewodników, z których warto skorzystać, szukając czegoś ciekawego. Beskid obfituje w wiele takich miejsc – nie jest to może Piąta Aleja, ani nawet warszawskie salony. Są natomiast usiane pięknymi cerkiewkami, cmentarzami wojennymi i zabytkami, jakimś cudem uchowanymi przed wojną.

Zachęcam tylko do jednego: zakochajcie się w Beskidzie!

*niestety, niedostępności tylko od polskiej strony. Około godzinę drogi w stronę Słowacką dojdziemy do maleńkiej wioski Habura, gdzie w lokalnym barze – wypełnionym portretami radzieckich dyktatorów – możemy napić się herbaty, piwa lub kofoli.
Źródła:
http://www.inne-jezyki.amu.edu.pl
http://www.beskid-niski.pl

 

 

 

Staszek Napiórkowski

Staszek Napiórkowski

Autor

Taka to bułka

Mąka, mleko, jajko, odrobina cukru na osłodę życia i drożdże. Brytfanka...
Więcej...

Pod górkę z Maryją

Pod górkę z Maryją Świat katolicki dzieli się na wielkich miłośników Maryi...
Więcej...

To, co najważniejsze!

W piątek przed ślubem stresowałam się niesamowicie. Wszyscy próbowali mnie...
Więcej...

No bo o co chodzi?

Nienawidzę uzależniać się od ludzi. Staję się wtedy podatna na to, jak ci,...
Więcej...

Więcej niż tatuaż

Chyba już wiem dlaczego ludzie tatuują sobie imiona ukochanych na rękach,...
Więcej...

Franciszek radzi:

Módlmy się za wszystkie ofiary ludobójstwa i dołóżmy starań, aby tej zbrodni nigdy już na świecie nie popełniano.

Franciszek radzi:

Uczmy się od Najświętszej Maryi Panny mieć serce pokorne i zdolne przyjąć dary Boże.

Franciszek radzi:

Kościół nie wzrasta przez prozelityzm, ale przez przyciąganie.
Prozelityzm?

Franciszek radzi:

Jezus nadał sens mojemu pobytowi tu na ziemi i daje mi nadzieję na życie przyszłe.

Franciszek radzi:

Jezus uczy skupiać się zawsze na tym, co istotne, i przyjmować odpowiedzialnie otrzymaną misję.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Miłosierdzie nie jest jakąś dygresją w życiu Kościoła, ale stanowi samo jego życie i czyni Ewangelię namacalną.

Franciszek radzi:

Aby spotkać drugiego, należy wyjść z własnych ograniczeń. Jeśli tego nie uczynimy, także my, chrześcijanie, zarazimy się podziałami.

Franciszek radzi:

Wielki Post zachęca nas usilnie do nawrócenia: jesteśmy wezwani, by powrócić do Boga całym sercem.

Franciszek radzi:

Post nie jest tylko odmawianiem sobie chleba. Jest także dzieleniem się nim z głodnymi.

Bóg jest Bogiem Żywym – Spotkanie Modlitewne

Już w najbliższą sobotę - 25 listopada o 19:00 - w kaplicy przy plebanii w Zaczerniu odbędzie się spotkanie modlitewne dla młodych i ich rodzin. Przybywajcie i zaproście znajomych! Zapraszamy! 🙂 [apss_share] Módlmy się za wszystkie ofiary ludobójstwa i dołóżmy...
Więcej...

Żyć na pełnej petardzie

Jak pewnie większość osób domyśliła się po tytule artykułu, pragnę wam przedstawić pozycję książkową stworzoną przez ks. Jana Kaczkowskiego i Piotra Żyłkę ,,Życie na pełnej petardzie”. Wielu z was na pewno kiedyś widziało okładkę książki w księgarniach, na portalach...
Więcej...

Co ludzie powiedzą…

Pierwszą reakcją na nasze zaręczyny był wystrzał szampana, brawa i „sto lat”. Po uściskach i gratulacjach od osób, które były świadkami tego doniosłego wydarzenia, przyszedł czas na poinformowanie o tym reszty ludzkości. I wtedy już było różnie… „Nareszcie” Nasi...
Więcej...

I’m going on an adventure!

To, co ludzi pociągało od niepamiętnych czasów, to odkrywanie, podróże, przygoda. Najpierw zdobywanie skór na ubrania, potem nowych ziem, władzy, pieniędzy, kobiet, iphonów. Gdyby nie potrzeba podróży i odkrywania, nie jeździlibyśmy teraz wypoczywać na Seszele i nie...
Więcej...

Mogę coś zrobić zamiast tylko patrzeć

Światowe Dni Młodzieży przeszły z wielkim hukiem. Czy coś jeszcze zostało w młodym człowieku po tym wydarzeniu. Spotkaliśmy się z Patrycją, obecnie opiekunką w żłobku, uczestniczką ŚDM. Czy pamięta ona wydarzenie z lipca 2016 roku które działy się na naszej ziemi? Czy...
Więcej...