Turnus KSM – czyli jak nauczyć się patrzeć

Maj 29, 2017 | Wydarzenia | 0 komentarzy

Pamiętam ten dzień doskonale, choć minęło już niemal dziewięć lat. Przyjechałam za wcześnie, kadra jeszcze spała snem sprawiedliwego. Było pusto, mgliście, cicho. Czy siedząc samotnie na tej ławeczce przed ośrodkiem KSM w Desznicy, czułam już, że to miejsce bezpowrotnie skradnie moje serce?

Przez kilka pierwszych dni lało nieustannie a rozciągający się dookoła Beskid Niski – najważniejszy powód, dla którego przyjechałam – był niedostępny. Wszystkie ciuchy w błocie, zero zasięgu, jakiś chłopak non stop się ze mnie naśmiewał (i vice versa), wstawanie rano, pająki w namiocie, poranne ćwiczenia, apele w deszczu, codzienna Msza Święta.  Granie w makao do ciszy nocnej, przekomarzanie się z przyjaciółmi, Jezus jest naszą siłą wywrzeszczane 39 razy pod rząd z ponad sześciesięciu gardeł, pantonimowe podsumowania, zwierzanie się z lęków i nadziei do białego rana. GOTÓW!  wielkim głosem oznajmiane codziennie. Cisza adoracji, silencium sacrum, rozmawianie o wierze na bazie rozsądnej argumentacji, a nie uczuć, pierwszy raz w życiu świadome poświęcanie czasu dla Boga. Który niepostrzeżenie zmienił nam optykę postrzegania świata.

Nie jest trudno poczuć, że Bóg jest, gdy przebywa się na turnusie KSMu. Oddycha się tam Nim cały czas. Nie jest łatwo zrozumieć, że owy turnus to tylko preludium, otwarcie oczu. Że  to nie odskocznia od życia codziennego, ale jego zintensyfikowanie. Że prawdziwe wyzwanie to nie zamknąć oczu, gdy się z niego wróci. Mnie w tym pomogły spotkania oddziału w mojej parafii, jeżdżenie na formację, przyrzeczenie Ksmowicza, którą złożyłam przed wspólnotą Kościoła.

Ok, ale dlaczego KSM a nie Oaza? Albo RAM?

Nim pojechałam na turnus, przez pół roku chodziłam na spotkania KSMu w mojej parafii. Przy czym chodziłam tam z dwóch powodów: bo nie dostałam szóstki z religii oraz chciałam sabotować te spotkania, bo denerwował mnie entuzjazm księdza prowadzącego. Na swoją obronę chcę powiedzieć, że owy sabotaż nigdy nie doszedł do skutku 😛

Na turnus pojechałam, bo nigdy wcześniej nie byłam na wakacjach bez rodziny. Na formację, bo chciałam spłacić dług, jaki zaciągnęłam wobec stowarzyszenia – pokazano mi inny świat, inne spojrzenie na życie, zapoczątkowano pragnienie zmiany, spowodowano, że zapragnęłam Boga.

Jasne, mogłabym to spłacać w innej wspólnocie. Ale KSM wydaje mi się być najbardziej dynamicznym stowarzyszeniem. Ma ustaloną hierarchię, ale metoda i sposób formowania jest płynny, dostosowany do danego rocznika. W oddziałach pozwala na indywidualizm, twórcze podejście do tematu, oczywiście w ramach zgodności z nauczaniem Kościoła ;). Jak dla mnie, ze wszystkich wspólnot, z jakimi miałam do czynienia, najlepiej łączy modlitwę i zabawę; nie jest zbiorem sztywno przestrzeganych reguł, ale też nie rezygnuje z nich całkowicie. Każdy znajdzie tutaj miejsce dla siebie: i buntowniczka chcąca zmienić świat, i rozmodlony konserwatysta, i kreatywny szaleniec, i nieśmiała myszka. Oczywiście nie każdy musi się ze mną zgadzać, jest to moje subiektywne zdanie. J

Boża optyka

Pięć turnusów jako uczestniczka, jeden jako pomocniczka, cztery jako zastępowa. Nie licząc Zimowisk, oczywiście. I za każdym razem wracam z jakimś uszczerbkiem – a to skręcę „inne i nieznane części stopy”, a to stracę głos (znowu), a to obedrę sobie skórę na obu nogach. Każda z tych rzeczy blednie jednak przy fakcie, że mogę kolejny raz pojechać na turnus. Samo to, że mam tę możliwość, powoduje u mnie nagły wybuch entuzjazmu. Z ludzkiego punktu widzenia to głupie. Ale przecież jest ta druga optyka. Ta, która powoduje, że nie da się zamilknąć, nie da się przestać śmiać i cieszyć, nie da się być znudzonym. Ta, w której wiesz, że z Bożą pomocy być może uda się otworzyć drugiej osobie oczy na Jego obecność i miłość. I jak tu nie kochać bycia zastępową?

Taniec i różaniec

Gdy myślę o obozach w Desznicy, gdy usiłuję je scharakteryzować, przed oczyma stoją mi dwa wspomnienia.

Adoracja w piątek, siedzimy dookoła ołtarza z wystawionym Najświętszym Sakramentem. Muzyczny przestał grać jedną z tych smuto-pięknych piosenek. Cisza. I w tej ciszy, tej, której tak bardzo mi brakowało całe życie, zaczynam oddychać tak głęboko, tak spokojnie. I w jednej chwili zaczynam rozumieć, że Bóg mnie kocha. Taka chwila absolutnej pewności, że nieważne, co zrobiłam, co robię, co zrobię, On zawsze będzie mnie kochał. Płaczę. Płaczą wszyscy dookoła mnie. Czujemy jedność i akceptację, jesteśmy wspólnotą. Bo On jest.

Mija kilka lat. Jestem w kadrze, minęła już prawie połowa turnusu, po kolejnej niedospanej nocy część zastępowych na chwilę wskakuje do kadrówki, żeby ciut odpocząć. Rzucamy żarciki, jak zwykle przy takich okazjach. W tym momencie otwierają się drzwi, uczestnicy wrzucają do pokoju niemowlaka zrobionego ze śpiworu i szybko uciekają. Przez najbliższe kilka minut nie możemy przestać się śmiać, łzy płynął mi z oczu, część zastępowych trzyma się za brzuch, nikt nie jest w stanie się uspokoić. Kolejny raz czujemy się wspólnotą, jednym bożym organizmem.

Czyli poza Desznicą nie ma nic?

Turnusy w Desznicy są bliższe mojemu sercu. Ale poza nią KSM oferuje też inne lokalizacje i inne typy obozów – jak pisałam, jesteśmy dynamicznym stowarzyszeniem i nie boimy się nowości. Od kilku lat w Kamieniu organizowane są rekolekcje taneczne, od roku w Lipinkach odbywają się turnusy dla podstawówki. Jeśli jest się osobą nieznoszącą stać w miejscu, można wybrać się na obozy wędrowne – i te na nogach, i te kajakiem. A jeżeli ma się dość podkarpacia, można wybrać się na turnus do Broku, słynącego z parku liniowego. Do wyboru, do koloru.

Jest maj, więc pewnie część z Was ma już plany na wakacje. Jeśli jednak  udałoby się wykroić z nich dziewięć dni, to serdecznie polecam wybranie się na turnus. Nie zmienią Wam charakteru (jak byłam głośnym, chaotycznym, niezdarnym i kreatywnym stworzeniem, takim pozostałam), ale pomogą Wam spojrzeć na życie nieco inaczej. I nigdy niewiadomo, kogo możecie poznać – we wrześniu tego roku idę na wesele pary, która poznała się na turnusie dziewięć lat temu J.

Przez prawie dziesieciolecie bytności w KSMie wiele zmieniło się w moim życiu. Mieszkałam w dwóch miastach, studiowałam na dwóch uniwersytetach, poszłam do pracy, straciłam wielu przyjaciół, ale wielu też zyskałam. Nauczyłam się samodzielności, zasmakowałam w niezależności, zmieniłam poglądy na świat. Zaczęłam podróżować po Polsce, odkrywałam nowe pasje, wplątałam się i wyplątałam z kilku związków. Ale jedno nie uległo zmianie i nie sądzę, by uległo – pragnienie pojechania na jeszcze jeden turnus.

Kornelia Sidor

Taka to bułka

Mąka, mleko, jajko, odrobina cukru na osłodę życia i drożdże. Brytfanka...
Więcej...

Pod górkę z Maryją

Pod górkę z Maryją Świat katolicki dzieli się na wielkich miłośników Maryi...
Więcej...

To, co najważniejsze!

W piątek przed ślubem stresowałam się niesamowicie. Wszyscy próbowali mnie...
Więcej...

No bo o co chodzi?

Nienawidzę uzależniać się od ludzi. Staję się wtedy podatna na to, jak ci,...
Więcej...

Więcej niż tatuaż

Chyba już wiem dlaczego ludzie tatuują sobie imiona ukochanych na rękach,...
Więcej...

Franciszek radzi:

Módlmy się za wszystkie ofiary ludobójstwa i dołóżmy starań, aby tej zbrodni nigdy już na świecie nie popełniano.

Franciszek radzi:

Uczmy się od Najświętszej Maryi Panny mieć serce pokorne i zdolne przyjąć dary Boże.

Franciszek radzi:

Kościół nie wzrasta przez prozelityzm, ale przez przyciąganie.
Prozelityzm?

Franciszek radzi:

Jezus nadał sens mojemu pobytowi tu na ziemi i daje mi nadzieję na życie przyszłe.

Franciszek radzi:

Jezus uczy skupiać się zawsze na tym, co istotne, i przyjmować odpowiedzialnie otrzymaną misję.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Miłosierdzie nie jest jakąś dygresją w życiu Kościoła, ale stanowi samo jego życie i czyni Ewangelię namacalną.

Franciszek radzi:

Aby spotkać drugiego, należy wyjść z własnych ograniczeń. Jeśli tego nie uczynimy, także my, chrześcijanie, zarazimy się podziałami.

Franciszek radzi:

Wielki Post zachęca nas usilnie do nawrócenia: jesteśmy wezwani, by powrócić do Boga całym sercem.

Franciszek radzi:

Post nie jest tylko odmawianiem sobie chleba. Jest także dzieleniem się nim z głodnymi.

Czy ludzie tańczyli na ulicy przed grzechem pierworodnym?

Miałam refleksję. Wspólnie tańczący ludzie w korkach. W moim mieście ludzie nie tańczą na ulicy, ale co najwyżej wpychają się w kolejkę, żeby szybciej dojechać. Pozdrawiamy się w drodze środkowym palcem. Dobrze, że nie słyszymy tego co czasem krzyczymy w autach. Macie...
Więcej...

Buszujący w raju

Zastanawialiście się kiedyś co znaczy „Wierzę w ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny. Amen”? Bo ja raczej mało. Okazuje się jednak, że to całkiem interesujący temat. Kiedy nadjedzie już Sąd Ostateczny, Bóg oddzieli owce od kozłów, nasze...
Więcej...

Usłyszałam głos Pana Boga

W Rzeszowie zakończył się kolejny Festiwal Wiary. Jednym z wydarzeń była akcja „zagadaj księdza, zagadaj siostrę”. Zbiegło się to z rzeszowskimi juwenaliami, stąd zagadana przez nas siostra Oktawia mogła w międzyczasie usłyszeć teksty w stylu „siostra prawdziwa czy...
Więcej...

Wielki Post drogą do zbawienia

„Wielki Post jest czasem sprzyjającym osobistej odnowie w spotkaniu z Chrystusem żywym w Jego Słowie, w Sakramentach i w bliźnim”. To słowa Papieża Franciszka. A jak to się ma do naszego życia? Jak młodzi ludzie w naszej diecezji przeżywają ten okres liturgiczny....
Więcej...

„W moim sercu gra playlista: Bóg, honor i ojczyzna.” – rozmowa z Lucasem Vuitton

"(...) miałem niesamowity kryzys pisania. Nie napisałem żadnego tekstu od miesiąca… Było mi strasznie źle z tego powodu, nie mogłem się przełamać, nie mogłem się wbić w ten tekst. Pierwsze co zrobiłem, to pomodliłem się do Ducha Świętego. Później zacząłem pisać..."
Więcej...