Edynburg – miasto starej cegły, siedmiu wzgórz i whisky

Mar 23, 2017 | Spacerniak | 0 komentarzy

Początek grudnia, godzina 22, Edinburgh airport, 10 kilometrów do centrum. Z torbą na ramieniu wypełnioną pierogami i biletem na koncert w kieszeni, zaglądam w telefon. Wiadomość na WhatsAppie. „Wsiądź w niebieski autobus z numerem 100, poproś o return ticket i wysiądź na ostatnim przystanku. Czekam w pubie naprzeciwko”.

Mamy piękne, wrześniowe popołudnie, które spędzałem aktywnie na facebooku. Scroll, scroll, scrol… Czekaj. Wróć. Moją uwagę przykuwa post z fanpejdża Yellowcard – niezwykle lubianego przeze mnie amerykańskiego zespołu rockowego. Coś o „Final world tour”? Zaczynam czytać artykuł. Czytam, czytam i nie wierzę. Tak! Ruszają w ostatnią trasę koncertową po świecie i zwijają zespół na dobre. Wchodzę w zakładkę z koncertami. A nuż może zawitają do Warszawy, Krakowa? Gdzie tam. Najbliższy koncert miał być w Berlinie. Ale szukam dalej… 13 grudnia – Glasgow. Szybki telefon: „Aniu, siostro kochana, co robisz w grudniu?”. W słuchawce odzywa się delikatny jak płatek róży na wietrze głos: „Czego chcesz?”. „Mogę przyjechać?”. Kupiłem bilety zanim uświadomiłem sobie, jak głupi jest to pomysł. Pozostało czekać do grudnia.

Pierwsze kroki

Szkocja to państwo o powierzchni 78 782 km2 (dla porównania, Polska ma 312 679 km2), ludności 5 295 000 oraz umiarkowanie ciepłym klimacie, która razem z Anglią, Walią oraz Irlandią Północną tworzą Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Gdy pierwszy raz przylatujemy do Wielkiej Brytanii i wychodzimy z lotniska, uderza nas (nie dosłownie) ruch lewostronny. Nieważne ile nastawialibyśmy się na ten fakt, już pierwsze przejście przez pasy wystawia na próbę nasze zdolności akomodacyjne, ponieważ najpierw trzeba spojrzeć w prawo. Pierwsza jazda autobusem również jest ciekawym doznaniem.

Siostra odebrała mnie z przystanku w centrum, idziemy do domu. Kolejna rzecz, która mnie uderzyła, to urok tego miasta. Edynburg jest zbudowany ze starej, brązowej cegły, która – zwłaszcza nocą, przy pochmurnej czy deszczowej pogodzie – robi niesamowite wrażenie. I nie tylko starówka. Osiedla domków, bloki mieszkalne czy budynki usługowe – daje to niesamowity klimat. Gdy już oswoiłem się z widokiem, odkryłem w tym mieście kolejną ciekawostkę – jak bardzo jest ono alegorią życia większości z nas. Mianowicie: Wszędzie. Pod. Górkę. Jak napisałem w tytule, zostało ono zbudowane na siedmiu wzgórzach. Skutkuje to tym, że część budynków posiada więcej pięter z jednej strony ulicy niż z drugiej. Siedmiopiętrowy blok może mieć wejście od tyłu na piątym piętrze, które tam stanowi parter.

 

Katedra św. Idziego, perła gotyckiej architektury, jedna z głównych świątyń Szkockiego Kościoła.

Wychodzimy w miasto!

Następnego dnia Ania powiedziała, że wieczorem wychodzimy na jakiś koncert do ich znajomych. Jasna część dnia minęła mi na zwiedzaniu starówki. Moje pierwsze wrażenie o mieście jedynie się utrwaliło – cegła, wszędzie stara cegła, gotyckie kościoły i brukowane drogi. Niezwykle ciekawą sprawą były tzw. „charity shops” – sklepy, w których można było kupić wszystko, od choinki, przez książki po najróżniejsze bibeloty. Prowadzą je organizacje charytatywne, pracują w nich wolontariusze, zaś towar składa się z dobrowolnych ofiar od mieszkańców dzielnicy. Dochód przeznaczany jest na konkretny cel, np. przytułki czy dziecięce szpitale.

Po pół godziny od wyjścia z domu zawędrowałem pod Edinburgh Castle. Wyobraźcie sobie, że idziecie główną ulicą Rzeszowa, skręcacie w lewo, idziecie kawałek pod górkę… i nagle jesteście na wysokości 120 m n.p.m., pod olbrzymią, osiemsetletnią fortecą, a przed wami cała panorama miasta. Robi wrażenie. Poszwędałem się po centrum i wróciłem do domu. Zjedliśmy obiad i wyszliśmy na koncert. Okazało się, że jest to koncert… w mieszkaniu. Był to pokój połączony z kuchnią. W kuchni była „scena”, gdzie siedzieli muzycy, zaś w pokoju widownia. Na ok. 20-25 m2 usadowiło się około 20 osób, wszyscy siedzieli cicho i słuchali. Muzyka była świetna, wykonawcy zmieniali się, ale większość grała akustyczne, folkowe piosenki. Były gitary, akordeon, skrzypce, banjo. Wtedy również dowiedziałem się, że w Szkocji panuje dość luźny stosunek do ciszy nocnej. W Polsce głośna impreza w bloku trwająca do 3 rano najczęściej jest kończona przez policję. Szkoci o 3 rano zaczynają tańczyć.

Kilka dni później odwiedziliśmy również świąteczne miasteczko. W porozstawianych budkach można było kupić przysmaki i rękodzieła ze wszystkich stron świata. Padło na grzane wino i kulki w sosie czekoladowym z Niemiec. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli możliwość odwiedzić Edynburg w zimie – warto, nawet ze względu na to.

Szkocja słynie również z whisky. Bardzo popularnym miejscem jest Scotch Whisky Experience – możemy tam za odpowiednią opłatą zgłębić historię whisky, poznać metody wytwarzania, rodzaje, gatunki, a także nauczyć się poprawnie ją pić, by wydobyć z niej pełnię smaku i aromatu. W tym samym budynku znajduje się restauracja, w której ceny za butelkę potrafią sięgać kilkudziesięciu tysięcy funtów.

Zamek w Edynburgu jest jednym z nielicznych, który posiada czynny garnizon wojskowy. Używany jest jednak tylko podczas oficjalnych obchodów oraz parad.

Kuchnia

Nie mogę się tutaj dużo wypowiedzieć, gdyż najczęściej albo gotowaliśmy z Anią sami, albo jedliśmy tam, gdzie było po prostu dobre jedzenie, niekoniecznie lokalne. Szkockie jedzenie nie jest bardzo wyrafinowane – jest przede wszystkim pożywne i sycące. Najpopularniejszą potrawą w Wielkiej Brytanii jest „Fish n’ chips”, czyli po prostu ryba z frytkami. Takie lokale są usiane dosłownie jeden obok drugiego. Flagową szkocką potrawą jest haggis – owczy żołądek nafaszerowany szkockim mięsem, z przyprawami, mąką i warzywami. Niestety, nie miałem okazji spróbować. Jest Black Pudding, czyli szkocka kaszanka, z dodatkiem cebuli, ziół, łoju czy kawałków pieczywa. Shortbread to słodkie maślane ciasteczka do kawy lub herbaty. Z pewnością słyszeliście również o „English breakfast”. Tradycyjne brytyjskie śniadanie składa się z jajek, plastrów bekonu, parówek, puddingu (czyli naszej kaszanki), pomidorów, grzybów i fasolki w sosie pomidorowym. Spożywane oczywiście przy herbacie, ewentualnie kawie czy soku. Kiedyś takie śniadanie było codziennością, obecnie je się je zwykle w pensjonatach czy lokalach, bo, nie oszukujmy się… komu by się chciało wstawać godzinę wcześniej, żeby je przygotować?

Full English Breakfast, który przygotowaliśmy w sobotę. Ja zrobiłem herbatę (niewidoczna na zdjęciu)

A może by rzucić wszystko i pojechać w góry?

Jak mówiłem, teren Edynburga jest dość górzysty. Nie jest to może dość komfortowe przy codziennym poruszaniu się po mieście, ale jest tego jeden zdecydowany plus. Wracamy wyobraźnią do sceny, gdzie jesteśmy w centrum miasta, a nad nami góruje potężny zamek, zaś dookoła nas rozciąga się panorama miasta. Schodzimy w dół, odchodzimy około półtora kilometra… I jesteśmy u stóp dwustumetrowego wzniesienia, porośniętego dziką roślinnością. Oto Arthur’s Seat, czyli Góra Artura, bardzo popularne miejsce na spacer czy przebieżkę wśród mieszkańców, dla odwiedzających – fenomen. Rąbana góra porośnięta dziką trawą w samym środku miasta. Wejście na szczyt zajmuje ok. 10-15 minut, a z niego mamy kolejną, tym razem pełną panoramę miasta i zatoki.

Arthur’s Seat. Zdjęcie zrobiłem 20 minut po wyjściu z domu

Koncert

Paradoksalnie, o tym mam najmniej do powiedzenia. Wyjechaliśmy po południu do Glasgow (bilety na pociąg kosztowały niewiele mniej niż bilety na koncert), pochodziliśmy po centrum, odwiedziliśmy miejscowe świąteczne miasteczko i poszliśmy do klubu. Koncert był bardzo udany, nie sądziłem, że kiedykolwiek uda mi się zobaczyć ich na żywo i to w ich ostatniej trasie koncertowej. Uciekliśmy z ostatniej piosenki, żeby zdążyć na pociąg i wróciliśmy do Edynburga. Następnego dnia Ania poszła do pracy, a ja pojechałem na lotnisko.

Ania, jak na kochaną siostrę przystało, przez ostatnie dwa miesiące narzekała wszystkim znajomym, że musi iść ze mną na jakiś głupi koncert.

Bonus za dotrwanie do końca artykułu: Wojtek Memorial Trust. Pomnik w Edynburghu upamiętniający Wojtka, niedźwiedzia który towarzyszył żołnierzom 2 Korpusu Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Po demobilizacji trafił do Zoo w Edynburgu, gdzie dożył końca swoich dni.

Stanisław Napiórkowski

Żródła:
http://vizts.com
http://wojtekthebear.org.uk

Staszek Napiórkowski

Staszek Napiórkowski

Autor

Taka to bułka

Mąka, mleko, jajko, odrobina cukru na osłodę życia i drożdże. Brytfanka...
Więcej...

Pod górkę z Maryją

Pod górkę z Maryją Świat katolicki dzieli się na wielkich miłośników Maryi...
Więcej...

To, co najważniejsze!

W piątek przed ślubem stresowałam się niesamowicie. Wszyscy próbowali mnie...
Więcej...

No bo o co chodzi?

Nienawidzę uzależniać się od ludzi. Staję się wtedy podatna na to, jak ci,...
Więcej...

Więcej niż tatuaż

Chyba już wiem dlaczego ludzie tatuują sobie imiona ukochanych na rękach,...
Więcej...

Franciszek radzi:

Módlmy się za wszystkie ofiary ludobójstwa i dołóżmy starań, aby tej zbrodni nigdy już na świecie nie popełniano.

Franciszek radzi:

Uczmy się od Najświętszej Maryi Panny mieć serce pokorne i zdolne przyjąć dary Boże.

Franciszek radzi:

Kościół nie wzrasta przez prozelityzm, ale przez przyciąganie.
Prozelityzm?

Franciszek radzi:

Jezus nadał sens mojemu pobytowi tu na ziemi i daje mi nadzieję na życie przyszłe.

Franciszek radzi:

Jezus uczy skupiać się zawsze na tym, co istotne, i przyjmować odpowiedzialnie otrzymaną misję.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Adwent to czas przygotowania naszych serc na przyjęcie Chrystusa Zbawiciela, który jest naszą nadzieją.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Wszyscy zostaliśmy wezwani, aby wyjść na świat jako misjonarze, niosąc wszystkim ludziom i każdemu środowisku orędzie Bożej miłości.

Franciszek radzi:

Miłosierdzie nie jest jakąś dygresją w życiu Kościoła, ale stanowi samo jego życie i czyni Ewangelię namacalną.

Franciszek radzi:

Aby spotkać drugiego, należy wyjść z własnych ograniczeń. Jeśli tego nie uczynimy, także my, chrześcijanie, zarazimy się podziałami.

Franciszek radzi:

Wielki Post zachęca nas usilnie do nawrócenia: jesteśmy wezwani, by powrócić do Boga całym sercem.

Franciszek radzi:

Post nie jest tylko odmawianiem sobie chleba. Jest także dzieleniem się nim z głodnymi.

Arbuz to wielka rzecz!

Rozmawiałam któregoś dnia z członkiem Greenpeace’u. Z przyczyn których nie pamiętam nasza rozmowa zeszła na Boga. Mój rozmówca, wyznawca pradawnej filozofii Dalekiego Wschodu zarzucił mi, że chrześcijaństwo ignoruje i po macoszemu traktuje przyrodę. Nie jest on...
Więcej...

Cykl: Długie wieczory z Agatą Christie

Muszę przyznać, że chwile wolnego np. po co całym dniu szkoły (kiedy akurat pierwszym, co muszę zrobić nie jest chwytanie za książkę do biologii) najmilej jest mi spędzać pod kocem w towarzystwie dobrej herbaty i kryminału. Szczególnie odznaczają się w mych...
Więcej...

Zimowiska KSM

W przedświątecznym ferworze warto znaleźć chwilę na zaplanowanie ferii zimowych. ❄️❄️❄️ Razem z KSM-em serdecznie zapraszamy Was na zimowiska do Desznicy i Rzeszowa- Przybyszówki. W tym roku znajdzie się również coś dla miłośników zimowych sportów. 🎿🏂 Szczegóły na...
Więcej...

Nieszpory za Rzeszów

Po raz kolejny w rzeszowskiej Farze odbędą się nieszpory, podczas których w sposób szczególny zawierzać będziemy nasze miasto wojewódzkie i siedzibę diecezji. Zapraszamy!   [apss_share] Módlmy się za wszystkie ofiary ludobójstwa i dołóżmy starań, aby tej zbrodni...
Więcej...

Piotr i inni potrzebują Twojej pomocy

Piotr Popek, mąż Asi, fantastycznej kobiety, i tata Lilki, która jest jego oczkiem w głowie, pochodzi z Odporyszowa. Obecnie wraz z rodziną mieszka w Boguchwale. Poprzez przyjaciół i pracę jest związany również z Rzeszowem. Piotr lubi aktywny wypoczynek, turystykę...
Więcej...